Jesteś wspólnikiem spółki z o.o. i jednocześnie członkiem jej zarządu? Mimo tego, że przepisy prawne zwalniają Cię z odpowiedzialności za zobowiązania Twojej spółki jako jej wspólnika, to jednak nie zwalniają z tej odpowiedzialności jako członka zarządu, ale … pod pewnymi warunkami.

Jakimi?

Posłuchaj świetnego podcastu mec. Błażeja Sarzalskiego:

Więcej na Rejestracja spółki z o.o. >>

*****

Przeczytaj też wywiad z mec. Sarzalskim o zakładaniu firmy za granicą >>

Kiedy miałem zaszczyt odbierać Statuetkę Lidera Marketingu z rąk Pawła Królaka dla web.lex, Paweł wspomniał o jednej dość trywialnej i oklepanej, ale ważnej rzeczy:

Bez działania nie ma rezultatów.

Wiesz co? Zauważyłem, że wykonanie 20% tego, co wynosisz ze szkolenia, nie tylko sytuuje Cię w gronie przedsiębiorców, którzy są – zwyczajnie – aktywni, ale przede wszystkim powoduje – uwaga, Ameryki też nie odkryję – szybszy rozwój biznesu. Tylko 20%! Tylko tyle i aż tyle! Wiele osób nie robi nic. Żyje marzeniami i odkłada wszystko na potem. A potrzeba tak niewiele…

Wiele razy słyszałem w swoim kierunku, że realizuję to, czego się uczę. Szczerze? Tak! Może jakieś 50%…. Albo mniej… Nie jestem zatem godny naśladowania – mimo wszystko…

Niemniej jakoś z tym nawykiem trzeba walczyć. Bo jeśli tylko 20% spowoduje, że Twoja firma będzie rosła jeszcze szybciej, to nie jest to wiele, ale jednak swój tyłek trzeba ruszyć.

Jak się przełamać?

W kilku punktach opisała to właśnie Wanda Łoskot na swoim blogu Sukces Twojej Firmy – szczerze polecam Ci tę listę. A jeśli Wanda o tym pisze, to wie co mówi. Wanda ma doświadczenie w doradztwie biznesowym na całym świecie – być może robiła to kiedy Ty jeszcze biegałeś w pieluchach 😉 Pomogła nie tylko mnie, ale setkom innych przedsiębiorców.

Na pewno też jednym ze sposobów na poradzenie sobie ze złym nawykiem odkładania na potem jest proces Kaizen, o którym wspomina często przywołany na wstępie do tablicy Paweł Królak. Kaizen to filozofia małych kroków. Ma ona wiele sensu – kiedy masz wielki projekt do realizacji, lepiej go wykonać po kawałku, co oczywiste. Ale tak samo jest w budowaniu firmy – zrób jedną zmianę, drobną zmianę, raz na jakiś czas. Zmianę która nie kosztuje Cię ogromnego wysiłku, która nie zmiażdży na wstępie Twojej chęci do zmian. Drobna zmiana, mały kroczek. Takie właśnie 20%, albo jeszcze mniej.

Przy okazji podpowiem Ci, że Paweł ma specjalny program dla rozwijających się firm, który właśnie jest skonstruowany wedle filozofii Kaizen – małe kroczki. Raz na miesiąc dostajesz płytę z lekcją i zadaniami do wykonania w swojej firmie. Działa rewelacyjnie – o ile oczywiście stać Cię na takie drobne kroczki 😉 Wypróbuj – nie umrzesz od tego >> Sam jestem uczestnikiem programu, więc wiem co mówię.

Co jeszcze mogę dodać?

Bywa, że nie wdrażasz wiedzy ze szkoleń, gdyż jest ona beznadziejna. Być może takich szkoleń na rynku jest mnóstwo – nie widzisz sensu poświęcania energii na głupoty. Jednakże są na rynku szkolenia i wiedza, która jest bardzo, BARDZO wartościowa. Oczywiście taka wiedza nie jest tania. Takiej wiedzy nie dostaniesz na szkoleniach za unijne pieniądze. Ale raz w roku warto wydać kilka tys. na coś z górnej półki. Te pieniądze się zwracają tysiąckrotnie.

Przykład? Proszę bardzo:

Kiedy siedziałem w korporacji za biurkiem, marzyłem o tym, aby się z niej wyrwać. Jednak jedyne co miałem, to wiedza w zakresie opodatkowania dochodów zagranicznych. Na różne sposoby zamierzałem ją sprzedawać myśląc, że ostatecznie będę mógł na niej dobrze zarobić. Ale … nic z tego nie było. W końcu poszedłem na szkolenie do Wandy Łoskot (to był 2007 rok), za które zapłaciłem może 1000 pln, i Wanda wówczas namówiła mnie na założenie bloga.

To był strzał w wielką DZIESIĄTKĘ!

Ten blog stworzył potem podwaliny całego biznesu, który dziś zwie się web.lex i jest główną osią mojego zawodowego życia, z którego pączkują dalsze projekty.

Ten skromy tysiąc pln na początku zwrócił się milion razy.

Podobnie nie stracisz pieniędzy korzystając z programu rozwoju autorstwa Pawła Królaka, o którym wspomniałem powyżej.

Zatem … do roboty!

Wszystko jest proste, tylko trzeba to zrobić.

🙂

*****

O filozofii Kaizen pisałem również tutaj >>

W swoim życiu miałem niebywałe szczęście mieć najlepszych biznesowych nauczycieli. Nie tylko zagranicznych, ale też, a może nawet przede wszystkim – polskich. Wanda Łoskot, Piotr Michalak i Paweł Królak to najważniejsze postaci mojego biznesowego życia (żyjcie wiecznie moi Przyjaciele! :))

Oni pomogli mi zrozumieć emocje tkwiące w relacjach pomiędzy członkami zespołu firmy. A firmę buduje się przecież z ludźmi i dzięki nim. Z tego powodu w moim sercu są nie tylko nasi klienci – co jest oczywiste – ale też pracownicy i współpracownicy. Ludzie, od których – mniej lub bardziej – zależy prawie wszystko w moim skromnym życiu.

Tyle wstępu…

Jak co roku, tak i teraz z okazji nadchodzącego Dnia Matki wysłaliśmy do mam naszych pracowników i współpracowników drobiazg – miłą niespodziankę – wraz z życzeniami i podziękowaniami, że wychowały takich wspaniałych ludzi. Ludzi odpowiedzialnych i szanujących swoją pracę, dzięki którym web.lex może się bezpiecznie i stale rozwijać.

Bez wątpienia to przecież efekt wysiłku włożonego przez te Matki w wychowanie naszych pracowników i współpracowników. To ich ciężka i wieloletnia praca i poświęcenie. Nieprzespane noce, wylane łzy smutku i radości (zresztą jeśli jesteś rodzicem sam rozumiesz najlepiej o czym teraz piszę). Dużo by o tym wszystkim można mówić …

W każdym razie pewnego dnia kilka lat temu doszło do mnie, że nie ma żadnej przeszkody w tym, aby docenić ten fakt i szczerze podziękować tym wszystkim wspaniałym kobietom. Jednocześnie w ten sposób doceniając odpowiedzialną pracę i zaangażowanie naszego personelu.

I kiedy w tym roku ponownie wysyłaliśmy nasze drobiazgi (akurat obecnie była to karta podarunkowa do znanej drogerii o wartości 100 pln) wraz z serdecznymi życzeniami i podziękowaniami, znalazłem chwilę, aby zastanowić się głębiej nad tym, co to tak naprawdę znaczy. Czym w swojej istocie taki gest jest (poza prostym wyróżnieniem się z rynku, ale o tym pisał nie będę, bo zupełnie nie o to w tym wszystkim chodzi).

Doszedłem do takich wniosków:

  1. przede wszystkim dziękując Matce mojego pracownika sprawiam, że ona czuje się lepiej, dowartościowana, bardziej spełniona i szczęśliwa. Nasz prezent to oczywiście drobiazg, ale to jest taka kropelka radości w oceanie trudów codziennego dnia. Dzięki temu po prostu świat jest lepszy (a my – przedsiębiorcy – mamy na to realny wpływ);
  2. relacja Matki i jej dziecka jest niezwykle silna – doceniając i uszczęśliwiając Matkę doceniam i uszczęśliwiam jej dziecko. Innymi słowy mówiąc jest to pośrednio wyrażona pracownikowi wdzięczność za jego odpowiedzialną i dobrą pracę;
  3. dzięki temu wzmacniam relację z moim pracownikiem, na którym mogę bardziej polegać i być bardziej spokojny o wykonywanie przez niego jego obowiązków;
  4. oczywiście w ten sposób buduję również markę mojej firmy w oczach Matki. Mimo tego, że każdy jest już dorosły, to wciąż nasze Matki mają wpływ na swoje dzieci – czy tego chcemy, czy nie chcemy. Budowa marki w oczach Matki powoduje, że ona będzie te emocje przenosiła na rozmowy ze swoim dzieckiem (pracownikiem) wzmacniając wizerunek naszej firmy w jego oczach;
  5. ta sama Matka będzie przenosiła te pozytywne emocje również na swoich znajomych i dalszą rodzinę, wzmacniając wizerunek firmy generalnie;
  6. w ten sposób będzie także budowała opinię o swoim dziecku (naszym pracowniku), dumnie opowiadając w gronie rodziny i znajomych o wyjątkowej firmie, w jakiej przyszło pracować jej latorośli, budując swoje i swojego dziecka ego.

Być może zalet takiego działania jest więcej – jeśli kiedyś je odkryję, to na pewno o nich jeszcze napiszę 🙂

Jak się domyślasz to wszystko, o czym Ci opowiadam, nie daje zysku. Jest zwykłym wydatkiem, z którego nie możesz spodziewać się bezpośredniego wzrostu dochodów, i którego być może nawet nie zaliczysz do kosztów podatkowych. Co więcej, jeśli wpłynie to długofalowo na poprawę kondycji Twojej firmy, to na pewno nie będziesz w stanie wykazać związku przyczynowo-skutkowego. Jednak warto ten wysiłek podjąć.

Dlaczego?

Z powodów, o których wspomniałem powyżej, ale też dlatego, że jest to świetny przykład storytellingu budującego wartość firmy wewnątrz zespołu i pomagającego mu zrozumieć, co znaczy wartość, zgodnie z którą (to jest nasza web.lex’owa wartość) dbamy o ludzi. Obojętnie kim oni są: klientami, pracownikami, współpracownikami, partnerami, dostawcami czy innymi ludźmi, nawet nie mającymi żadnego związku z web.lex

Ostatecznie to wynika z mojej osobistej filozofii: życie mam tylko jedno i bez wątpienia kiedyś ono się zakończy, więc zanim odejdę chcę mieć poczucie, że ono miało sens, a ja w tym czasie zdążyłem zrobić na Ziemi coś dobrego zanim przeszedłem do nowego wymiaru.

Tyle mój Drogi Przyjacielu! 🙂

Wyobraź sobie taki poniedziałek. Jesteś członkiem zarządu albo właścicielem firmy. Po udanym weekendzie zaczynasz z energią nowy tydzień. Idealny ład, chociaż nie wiesz jeszcze, że to początek końca…

Nagle dzwoni do Ciebie pracownik HR z informacją, że Twój zastępca, dyrektor handlowy, odpowiedzialny za kluczowych klientów, właśnie złożył wypowiedzenie. W pierwszym momencie wydaje ci się, że to nieporozumienie. Nic nie zapowiadało takiego biegu wypadków. Po jakimś czasie dociera do Ciebie jednak informacja, że to może być prawda. Że to jest prawda.

Powoli uświadamiasz sobie, że odchodzący pracownik wie o firmie…. WSZYSTKO. Nic dziwnego, jest przecież Twoim zastępcą, prawą ręką. Zna klientów, pracowników, dostawców. Zna ceny transakcyjne, stosowane upusty, źródła zaopatrzenia, planowane kierunki rozwoju. Wie również o takich sprawach, o których sam chciałbyś nie wiedzieć.

Czy tak jak mnie, Tobie również włosy stają dęba, kiedy wyobrazisz sobie siebie w roli tego szefa firmy? Szefa, który nagle staje w obliczu kryzysu mogącego zatopić jego firmę? Takie rzeczy dzieją się jednak na co dzień. Mogą dotknąć mnie i Ciebie.

Albo – czy wiesz jak wiele problemów dzisiaj powoduje korzystanie przez pracowników z mediów społecznościowych? Przykład?

Proszę bardzo: wystarczy że Twój pracownik oznaczy się w miejscu prowadzenia działalności gospodarczej Twojego dostawcy i… już Twoja konkurencja wie, z kim robisz interesy. Albo na przykład taki pracownik zrobi sobie selfie w pokoju na tle … tablicy z jakimiś tajemnicami Twojej firmy… Niby nic, ale jednak wielkie COŚ!

A może to było… celowe działanie pracownika?

Takie sytuacje zdarzają się na co dzień. To nie są niestety tylko hipotetyczne zdarzenia. Ludzie są tylko ludźmi – być może niewłaściwie podchodząc do swojego pracownika motywujesz go do nieuczciwego zachowania. To nie jest Twoja wina – jego w zasadzie też nie jest. Nie ma to jednak znaczenia, bo liczy się efekt. A efektem są realne kłopoty Twojej firmy.

Opisane sytuacje nie są na szczęście wynikiem mojego doświadczenia. Są efektem rozmów z mec. Robertem Solgą, autorem świetnego bloga Tajemnica Przedsiębiorstwa, który wspiera firmy w podobnych kłopotach i przychodzi im z pomocą wtedy, kiedy walą się ściany i dach. Robert ma unikalne doświadczenie w tych i podobnych sytuacjach: wyciągał z tarapatów niejednego przedsiębiorcę.

Kilka dni temu dowiedziałem się, że niebawem mec. Solga przeprowadzi dwa szkolenia w tym temacie [szczegóły tutaj>>], więc uznałem, że jest to dobry moment na krótki wywiad i zadanie paru pytań.

======

RCH.: Robercie, dziękuję Ci że znalazłeś chwilę na krótką rozmowę 🙂

RS.: To ja dziękuję, że znalazłeś czas by ze mną porozmawiać. Cała przyjemność po mojej stronie.

RCH.: Czy opisane przeze mnie wyżej sytuacje miały miejsce w rzeczywistości? Czy są one jedynie hipotetyczne?

RS.: To są sytuacje z życia wzięte. Dzieją się na co dzień. Bardzo często odbieram telefony od zaniepokojonych właścicieli firm i praktycznie po kilku słowach wiem, co się wydarzyło. Nawet mógłbym dokończyć ich historię. Rzadko kiedy coś wychodzi poza schemat, ale oczywiście wariantów jest wiele.

RCH.: Czy pracownik może być kanalią? Gwoździem do trumny? Sennym koszmarem?

RS.: Z reguły są to bardzo mili, towarzyscy i kompetentni ludzie. Obdarzeni dużym zaufaniem przez właściciela firmy i pracowników, cieszący się sympatią i szacunkiem w firmie. Raczej nie kanalie. Dlatego właśnie ich odejście powoduje olbrzymie komplikacje, ale również pewien wstrząs. Sytuacja jest trudna pod każdym względem, nie tylko prawnym, organizacyjnym i ekonomicznym, ale również emocjonalnym. Często są to bardzo dobrzy znajomi, a nawet przyjaciele. Niewątpliwie dla właściciela firmy jest to koszmar senny, a zdarza się, że i również gwóźdź to trumny.

Bardzo dużo zależy od reakcji w momencie kryzysu. I oczywiście od możliwości prawnych, jakimi dysponuje pracodawca. Nie ma co ukrywać, że jeżeli w czasie zatrudnienia pracodawca nie przygotuje się na taką sytuację, to po rozwiązaniu umowy o pracę obrona możliwa jest wyłącznie wtedy, gdy były pracownik narusza zasady uczciwej konkurencji. A przecież nie każda rywalizacja ze swoim byłym pracodawcą jest nieuczciwa. Wyjątki od dopuszczalnej konkurencji ze swoim pracodawcą można wprowadzić wyłącznie w czasie zatrudnienia i o tym właśnie piszę na swoim blogu. Jeżeli przygotujesz się odpowiednio, to konkurencja ze strony byłego pracownika będzie niedozwolona, czyli nieuczciwa. Innym przypadkiem, który się często zdarza, to nieuczciwy pracownik, który jeszcze w czasie zatrudnienia działa na dwa fronty.

RCH.: Jak się zabezpieczyć przed kimś takim? Czy są jakieś możliwości?

RS.: Nie można całkowicie wyeliminować takich sytuacji. Można się natomiast na nie przygotować i minimalizować straty.

RCH: Robercie, o czym opowiesz podczas nadchodzących szkoleń?

RS.: Właśnie o tym, jak przygotować firmę na konkurencję ze strony obecnego jak i byłego pracownika. Jak chronić informacje biznesowe, czyli przewagę konkurencyjną, oraz czy i jak stosować zakaz konkurencji. Po tych szkoleniach każdy uczestnik będzie wiedział, jak samodzielnie, nawet bez pomocy prawnika, przygotować się do takiej sytuacji. Wejdzie na wyższy poziom świadomości. Wielu moich klientów i czytelników bloga mówiło mi, że bardzo żałują, że nie widzieli tego wcześniej. Dlatego właśnie robię te szkolenia, by przedsiębiorcy byli mądrzy przed szkodą, a nie po. Ta wiedza pozwala uratować firmę. Nie żartuję.

RCH: Wiesz, szczerze mówiąc to dla mnie samego to, o czym piszesz w swoim blogu, było wielkim intelektualnym odkryciem. Robercie, swoje szkolenia planujesz przeprowadzić w formie on-line. Dlaczego wybrałeś taką formę szkolenia?

RS.: Chciałem, aby były dostępne dla większej ilości osób. Naprawdę zależy mi na tym, by przedsiębiorcy mieli tę wiedzę i mogli przygotować się na takie sytuacje. Stąd krótkie szkolenie on-line wieczorem, zamiast całego dnia na sali szkoleniowej. Godzinę to już chyba każdy znajdzie, mam taką nadzieję.

RCH: Robercie, dziękuję Ci jeszcze za poświęcony mi czas – wiem, że masz go bardzo mało, tym bardziej Ci dziękuję!

RS.: Również dziękuję 🙂

*****

Musisz wiedzieć, że mec. Robert Solga jest w Polsce jednym z niewielu prawników, którzy na ochronie firmy przed nieuczciwą konkurencją wewnątrz przedsiębiorstwa (czyli nieuczciwą konkurencją nie ze strony innych firm, ale ze strony pracownika) zjedli przysłowiowe zęby. Wiele widział i … na pewno wiele jeszcze zobaczy, gdyż z jednej strony przedsiębiorcy nie mają w zwyczaju myśleć o takich sytuacjach zanim one wystąpią, a nadto rośnie znaczenie w naszym życiu mediów społecznościowych, które zaczynają odgrywać coraz większą rolę w kontekście bezpieczeństwa firmy.

W moim przekonaniu nadarza się dobra okazja, aby przynajmniej posłuchać jednego ze wspomnianych szkoleń: wygodnie, bez wychodzenia z domu-biura. Jedno z nich dotyczy ochrony przed nieuczciwą konkurencją ze strony pracowników [TUTAJ], a drugie będzie o tworzeniu dobrej umowy o zakazie konkurencji [TUTAJ]. (Mnie osobiście najbardziej interesuje to pierwsze, ponieważ gdybym miał tworzyć umowę o zakazie konkurencji to raczej wolałbym, by to za mnie zrobił Robert).

*****

Posłuchaj też ostatniego podcastu mec. Solgi o tym, jak tajemnice firmy uciekają przez media społecznościowe >>

Takiego zdania jest mec. Robert Solga, autor świetnego bloga o tajemnicy przedsiębiorstwa.

Znamy się z Robertem od paru już lat. Jest katowickim radcą prawnym. Specjalizuje się w pomaganiu przedsiębiorcom w ochronie ich biznesu przed pracownikami, którzy odchodząc, zabierają ze sobą nie młotek, czy ołówek, ale źródło sukcesu firmy.

Wyobraź sobie, że zaczynasz nowy dzień w swojej firmie od sprawdzenia maili, a nagle dociera do Ciebie wiadomość, że Twój główny pracownik, wiedzący o Twojej firmie wszystko, WSZYSTKO, mający kontakty z klientami, znający tajemnice obsługi klienta, słabe punkty Twojej firmy, złożył wypowiedzenie…

Zrobiło Ci się już gorąco, czy jeszcze nie??? …. 🙂

Właśnie od takich spraw jest mec. Robert Solga. Wkracza do firmy zazwyczaj jak rycerz na białym koniu kiedy już jest za późno („bo kto w Polsce myśli wcześniej o takich rzeczach… przecież prawnicy tylko wyciągają pieniądze…” – nie myśl w ten sposób!), ale lepiej jest tego rycerza zaprosić wcześniej i pogadać, jak się przed takimi sytuacjami zabezpieczyć.

No w każdym razie właśnie ukazał się kolejny odcinek autorskiego podcastu, w którym Robert opowiada o tym, że dzisiaj najwięcej sekretów przedsiębiorstwa ucieka przez media społecznościowe. Dotyczy to zarówno Ciebie jak i Twoich pracowników. Koniecznie posłuchaj [rozumiesz? KONIECZNIE!]: